sobota, 8 października 2016

Привіт зі Львова, czyli serwus ze Lwowa!





Lwów – największe miasto zachodniej Ukrainy i jedno z centrów kulturalnych kraju. Lwowska Starówka została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Lwów – zniszczony do szpiku kości, poraniony, pogryziony, ale nadal błyszczący pięknem ukrytym w ukruszonych gmachach jego budynków. Będąc pierwszy raz we Lwowie pomniki, kościoły, cmentarze, rzeźby, teatry, place - zachwyciły mnie, oczywiście. Jednak to, co kompletnie zawładnęło moim sercem to lwowskie podwórza. Dlaczego? Bo są jak jajko z niespodzianką. Kuszą, zapraszają, błyszcząc w blasku zachodzącego słońca. Otoczone gęstą czekoladową warstwą domów mieszkalnych. Wewnątrz skrywają wyjątkowe skarby, melodie przeszłości i teraźniejszości, wspomnienia czyjegoś dziadka i pradziadka, urywki słów i śmiechu, czyjąś wizję sztuki, perełki ludzkiej myśli twórczej. Nie sposób mieć ich dość - chce się z jednej bramy przejść do drugiej i na nowo, krok po kroku, odkrywać, poznawać, smakować historię miasta, ukrytą w jej murach, brukach i grudkach plączącego się pod stopami piachu.

Od mojej wizyty we Lwowie minęły prawie dwa lata. Ja jednak wciąż ciepło wspominam to przepiękne miasto i szalenie bardzo chciałabym tam wrócić, jak najszybciej się da. W sumie - nawet już! :)

Przeliczając ostatnio moje ukraińskie pocztówki, doliczyłam się ich ponad 100. Dlatego dzisiaj chciałabym pokazać Wam kilka moich ulubionych, które przyjechały prosto ze Lwowa.