Cześć wszystkim! :)
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam flipbooka, którego ostatnio wykonałam dla penpalki z Turcji. Pomysł na zarys jego wyglądu pojawił się w mojej głowie dokładnie tego czerwcowego dnia, kiedy w Biedronce chwyciłam w swoje dłonie blok kreatywny z morskimi motywami.
Niestety, przez całe zamieszanie z dokańczaniem pracy licencjackiej i egzaminem dyplomowym, nie miałam za dużo wolnego czasu, który mogłabym poświęcić pracom kreatywnym. ;) Flipbook zatem powstał dopiero w zeszłym tygodniu.
Do jego wykonania użyłam wspomnianego bloku kreatywnego z Biedronki, bloku technicznego z kolorowymi kartkami, nożyczek, linijki, kleju, taśmy washi z Netto - niebieskiej, naklejek z pirackim motywem z Biedronki (były w promocji i kosztowały 1,24zł), ołówka, folii bezbarwnej, niebieskiego długopisu. Bazą pierwszej strony jest szablon z magazynu Papercraft. Wpisując cytat "Happiness comes in waves", zabrakło mi miejsca i musiałam zrezygnować z drugiego S. Mam jednak nadzieję, że nie skreśla to mojej pracy jako całości i penpalka wybaczy mi ten mały błąd. :)
Prezenty we flipbooku też były tematyczne, a więc związane z morzem. :)
Dajcie mi koniecznie znać w komentarzu, co sądzicie i czy sami kiedyś próbowaliście zrobić flipbooka dla swojego penpala. :)
poniedziałek, 17 lipca 2017
poniedziałek, 10 lipca 2017
Welcome to Cracow!
Cześć wszystkim!
Muszę przyznać, że ostatnie tygodnie spędziłam na czymś, czym powinnam zajmować się praktycznie od października. Mianowicie - mogę chyba wydać poradnik pod tytułem: "Jak napisać licencjat, zaliczyć wszystkie przedmioty i nauczyć się do egzaminu dyplomowego w tydzień". Najlepszą motywacją jest deadline! Szczerze mówiąc - cieszę się, że mam to za sobą, ale w środku czuję pewien niedosyt i rozczarowanie samą sobą.
Jutro okaże się, czy udało mi się dostać na studia magisterskie. Można zatem przez chwilkę chociaż potrzymać za mnie kciuki. :)
Na początku maja byłam z rodzinką w kilku klimatycznych miejscach. Pierwszym z nich jest nasz sławny Gród Kraka, czyli po prostu - Kraków. Muszę przyznać, że to pełne uroku i magii miasto. Podobałoby mi się jeszcze bardziej, gdybym miała okazję zwiedzać je we mgle, ciężkich kroplach deszczu na parasolce, stąpając po kolorowym dywanie jesiennych liści. W Krakowie najbardziej spodobała mi się galeria obrazów przy Bramie Floriańskiej. To miejsce, w promieniach słonecznych, wydaje się być jak nie z tego świata. Pełne blasku, kolorów, ciepła... Na drugim miejscu znalazły się krakowskie planty. Sklepienia z gałęzi drzew, przedzierające się przez nie promyki zachodzącego już słońca, śpiew ptaków wśród zieleni liści...
Podczas naszej wyprawy mieliśmy okazję zjeść obiad w rosyjskiej restauracji, nieopodal rynku. Ja wybrałam sobie syberyjskie pielmieni, gdyż już od dawna chciałam ich spróbować, a moja mama kijowski barszcz. Restauracja Wiśniowy Sad. Kuchnia rosyjska to miejsce z duszą. Drewniane stoły, usłane czerwonymi obrusami, pyszne jedzenie, półki pełne rosyjskiej literatury, samowar i snująca się, subtelnie muskająca ucho, muzyka z kraju carów.
Wyprawa do Krakowa nie mogła się odbyć bez zakupu pocztówek, to chyba oczywiste? :D Przywiozłam ich aż 60! Dodatkowo, zabraknąć nie mogło krakowskich obwarzanek z sezamem, które także przywiozłam ze sobą do domu i które zjedzone zostały na kolację.
Na koniec zostawiam Wam kilka migawek, uchwyconych aparatem w majowym Krakowie. :) Możecie też, w komentarzach, napisać, co Wy najbardziej lubicie w tym mieście, co Was w nim urzeka, które miejsca najchętniej odwiedzacie, gdzie zostawiacie fortunę, kupując tuziny pocztówek. :)
Ściskam!
Muszę przyznać, że ostatnie tygodnie spędziłam na czymś, czym powinnam zajmować się praktycznie od października. Mianowicie - mogę chyba wydać poradnik pod tytułem: "Jak napisać licencjat, zaliczyć wszystkie przedmioty i nauczyć się do egzaminu dyplomowego w tydzień". Najlepszą motywacją jest deadline! Szczerze mówiąc - cieszę się, że mam to za sobą, ale w środku czuję pewien niedosyt i rozczarowanie samą sobą.
Jutro okaże się, czy udało mi się dostać na studia magisterskie. Można zatem przez chwilkę chociaż potrzymać za mnie kciuki. :)
Na początku maja byłam z rodzinką w kilku klimatycznych miejscach. Pierwszym z nich jest nasz sławny Gród Kraka, czyli po prostu - Kraków. Muszę przyznać, że to pełne uroku i magii miasto. Podobałoby mi się jeszcze bardziej, gdybym miała okazję zwiedzać je we mgle, ciężkich kroplach deszczu na parasolce, stąpając po kolorowym dywanie jesiennych liści. W Krakowie najbardziej spodobała mi się galeria obrazów przy Bramie Floriańskiej. To miejsce, w promieniach słonecznych, wydaje się być jak nie z tego świata. Pełne blasku, kolorów, ciepła... Na drugim miejscu znalazły się krakowskie planty. Sklepienia z gałęzi drzew, przedzierające się przez nie promyki zachodzącego już słońca, śpiew ptaków wśród zieleni liści...
Podczas naszej wyprawy mieliśmy okazję zjeść obiad w rosyjskiej restauracji, nieopodal rynku. Ja wybrałam sobie syberyjskie pielmieni, gdyż już od dawna chciałam ich spróbować, a moja mama kijowski barszcz. Restauracja Wiśniowy Sad. Kuchnia rosyjska to miejsce z duszą. Drewniane stoły, usłane czerwonymi obrusami, pyszne jedzenie, półki pełne rosyjskiej literatury, samowar i snująca się, subtelnie muskająca ucho, muzyka z kraju carów.
Wyprawa do Krakowa nie mogła się odbyć bez zakupu pocztówek, to chyba oczywiste? :D Przywiozłam ich aż 60! Dodatkowo, zabraknąć nie mogło krakowskich obwarzanek z sezamem, które także przywiozłam ze sobą do domu i które zjedzone zostały na kolację.
Na koniec zostawiam Wam kilka migawek, uchwyconych aparatem w majowym Krakowie. :) Możecie też, w komentarzach, napisać, co Wy najbardziej lubicie w tym mieście, co Was w nim urzeka, które miejsca najchętniej odwiedzacie, gdzie zostawiacie fortunę, kupując tuziny pocztówek. :)
Ściskam!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







