sobota, 29 kwietnia 2017

"Są ludzie po których znika ślad" - rzecz o zaginięciach, osobach NN i Projekcie GENN.

Z roku na rok liczba osób zaginionych w Polsce drastycznie wzrasta. Znikają dzieci, nastolatki, osoby w średnim wieku, a także osoby starsze, często z postępującą starczą demencją. Powody zaginięć bywają bardzo różne. Począwszy od porwań rodzicielskich, do których dochodzi wtedy, kiedy jeden z rodziców bez zgody i wiedzy drugiego postanawia zabrać dziecko, a skończywszy na popełnieniu przez zaginioną osobę samobójstwa. Wśród przyczyn zaginięć nastolatków często pojawia się motyw ucieczki z ośrodka socjoterapeutycznego lub domu. Wiele ze zgłoszonych zaginięć szybko udaje się rozwiązać, niektóre jednak ciągną się latami i nie przynoszą żadnych odpowiedzi na mnożące się z każdym dniem pytania.


Z badań statystycznych wynika, że w roku 2011 liczba osób zaginionych wynosiła 15 616 osób, natomiast w roku 2014 wzrosła aż do 20 845 osób. Zgodnie ze stanem na dzień 06.04.2016 Fundacja ITAKA odnotowała 1174 zgłoszenia zaginięć, z czego aż 786 przypadków to zaginięcia mężczyzn. 
Najwięcej zaginięć zdarza się w województwie mazowieckim (179: 60 kobiet, 119 mężczyzn), województwie śląskim (92: 30 kobiet, 62 mężczyzn) oraz poza granicami naszego kraju (304: 74 kobiety, 230 mężczyzn). Najmniej natomiast odnotowano w województwie opolskim (8: 3 kobiety, 5 mężczyzn) i województwie podlaskim (16: 7 kobiet, 9 mężczyzn).
Pełną statystykę można zobaczyć tutaj: Statystyka zaginięć Fundacji ITAKA 

***


Pamiętam, że kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, chodzącą do szkoły podstawowej, moja mama oglądała w telewizji program ,,Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie", który przybliżał telewidzowi sylwetki osób zaginionych na terenie całej Polski. 
Po latach emisji program ten na jakiś czas zniknął z anteny TVP1 i emitowany był na programie regionalnym. Na całe szczęście powrócił ponownie do telewizyjnej Jedynki i teraz możemy oglądać go w każdy piątek o godzinie 15:20, do czego z całego serca namawiam.
Program ma też swój oficjalny profil na Facebook'u - Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie


Zaczęłam wsiąkać w zaginięcia po przeczytaniu historii Emila Petrova, 19-letniego ówcześnie chłopaka z Finlandii, który postanowił bez pieniędzy, autostopem, zwiedzić trochę Europy i odnaleźć siebie w sferze duchowej. Emil był w Niemczech, we Włoszech, w Ukrainie i w Polsce. I to właśnie w tejże Polsce, w Warszawie, zaginął. Miało to miejsce w październiku 2009 roku. Po dzień dzisiejszy nie ma żadnych nowych ustaleń w tej sprawie, a Emil nadal figuruje w bazie danych jako osoba zaginiona. 
Jeśli macie ochotę bliżej przyjrzeć się temu, jak wyglądała podróż Emila, jego kontakt z bliskimi i jak później ci właśnie bliscy szukali go w Polsce, wejdźcie na bloga Szukając Emila. Może ktoś z Was kiedyś go widział? 



Po przeczytaniu o zaginięciu Emila, posypały się lawiną strony z informacjami na temat innych zaginionych osób. Czytając je na plecach miałam ciarki a na rękach gęsią skórkę. Jest to przecież nie do pojęcia, żeby zaginąć w biały dzień, na środku ulicy, w mieście pełnym ludzi. Bez śladu.
I choć było to już kilka lat temu, niektóre z tych osób wciąż nie zostały odnalezione.


Osoby NN.
Polska policja ujawnia rocznie około 100 zwłok osób, których tożsamość nie zostaje zidentyfikowana. Osoby takie spoczywają na cmentarzach oznaczone jako NN - czyli z łaciny "non notus" co oznacza "nieznany” i "nomen nescio" - "niewiadomego imienia”, lub z angielskiego "no name" - "bezimienny”.

PROJEKT GENN - co to jest?
Podejrzewa się, że wielu zaginionych mogło zostać pochowanych jako NN. Stąd pojawił się pomysł na projekt, który umożliwiał będzie sprawdzenie czy osoba zaginiona nie została ujawniona martwa i pochowana jako NN. Do tego potrzebny będzie materiał DNA osoby zaginionej i materiał DNA osoby z nią spokrewnionej w celu porównania. 
Projekt ten uzyskał nazwę Projektu GENN. 

Dlaczego o tym piszę?
Kilka tygodni temu otrzymałam telefon z informacją o śmierci wujka. Okazało się, że chodzi o brata mojej babci (matki mojego ojca). Niestety, z rodziną od strony ojca nie miałam i nie mam bliższego kontaktu, więc owego wujka zapewne nigdy na oczy nie widziałam. Jak jednak wspomina moja mama - wujek ten, Wojciech, był osobą bardzo (czasem aż za bardzo, co kończyło się licznymi bijatykami) towarzyską i niezależną (zostawił rodzinę i bez słowa wyjechał do Niemiec ponad 20 lat temu). Tam też w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął, w roku 2005, kiedy to urwał się z nim wszelaki kontakt. W czerwcu 2007 roku ujawniono jego zwłoki i oszacowano datę śmierci, po czym pochowano go jako osobę NN na terenie Niemiec. Wujek Wojciech nie miał bowiem przy sobie żadnych dokumentów tożsamości, a także nie figurował w bazie danych jako osoba zaginiona. I tak spoczywał wujek Wojciech na niemieckim cmentarzu przez tych 10 lat, aż nagle w lutym 2017 roku, po wprowadzeniu do bazy danych (w ramach projektu, który działa w taki sposób jak projekt gen) próbki DNA córki wujka Wojciecha, system dopasował je do osoby NN ujawnionej i pochowanej w miejscowości Gemeinde Fehrbellin w Niemczech. Wujek Wojciech pozostawił po sobie w spadku sporo długów, które linią genetyczną (i oczywiście prawną) spływają kolejno na jego dzieci, siostrzeńców, siostrzenice, itd, itd. A na samym końcu - również na mnie.

Co zrobić w takiej sytuacji?
Najlepiej jest zrzec się spadku po osobie zmarłej. Można zwrócić się z tym do notariusza, co jest zdecydowanie łatwiejszym sposobem, lub do sądu rejonowego. U notariusza potrzebny jest do tego odpis aktu zgonu spadkodawcy (który za 20zł/22zł można uzyskać w Urzędzie Stanu Cywilnego) i nasz dowód osobisty. Formalności trwają kilka minut, kosztują około 100zł i akt notarialny o zrzeczeniu się spadku mamy gotowy. Jeśli nie masz dzieci - sprawa załatwiona, jeśli masz i są one niepełnoletnie - powinieneś odrzucić spadek także za nie. Po krzyku. 

Co ważne - spadku trzeba zrzec się do 6 miesięcy od momentu, w którym dowiadujemy się, że jesteśmy spadkobiorcami (zazwyczaj jest to data jego śmierci) lub, po wcześniejszym udowodnieniu przed sądem, od dnia w którym dowiedzieliśmy się o śmierci spadkodawcy (wtedy jest to data inna niż data jego śmierci). 




























***


Nigdy nie przypuszczałam, że taka historia dotknie też mnie, bo znałam je dotychczas jedynie z ekranu telewizora czy stron magazynu Reporter (najlepszy magazyn kryminalny w Polsce - E-Reporter). A jednak. Wiele rodzin osób zaginionych zgodnie powtarza, że lepiej jest poznać najgorszą prawdę, odnaleźć szczątki zaginionej osoby, żeby móc godnie ją pochować i palić znicze na jej grobie, niż żyć w ciągłej niepewności, bezsilności, oczekiwaniu. 
Mam szczerą nadzieję, że Projekt GENN ruszy pełną parą i rozwiąże choć kilka z setek niewyjaśnionych zaginięć w Polsce. 


Dziękuję, że byliście i przeczytaliście, bo temat ten jest bliski mojemu sercu. 
- D.

3 komentarze:

  1. A nie bezpieczniej jest przyjąc spadek z dobrodziejstwem inwentarza? Wtedy odpowiadamy za długi do wysokości spadku. Chodzi oczywiscie o aktywa dodatnie. Czyli przypuścmy jest 100 tys dlugu, i 10 tysiecy dla nas. Kiedy przyjmujemy spadek z dobrodzejstwem inwentarza, placimy jedynie te 10 tysiecy.
    Nie jestem pewna, ale nie wiem czy nie jest tak, ze jezeli odrzuci się spadek nawet i w imieniu dzieci, to potem przechodzi to na wnuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było tak, że spadek, który bym otrzymała (zarówno po ojcu, jak i po wujku) byłby żaden. Jedynie długi. Więc najlepiej było się tego po prostu zrzec.
      A jeśli chodzi o przechodzenie, to oczywiście. Przechodzi to dalej i dalej i dalej. Niestety.

      Usuń
  2. O! Bardzo interesujący temat poruszyłaś. Wydaje mi się, że ten projekt może pomóc wielu osobom i powinien ruszyć pełną parą. Sprawa ze spadkiem i długami to nic dobrego. Dobrze, że miałaś możliwość zrzeczenia się go, choć wiadomo że nawet wtedy musiałaś ponieść koszty, co jest niestety beznadziejne w naszym prawie. Niby około 120 zł to nie jest aż tak dużo, ale jednak dla niektórych osób nawet takie zrezygnowanie ze spadku może być trudne do załatwienia i wyłożenia odpowiednich środków...

    OdpowiedzUsuń