Dzisiejszej nocy chciałabym podzielić się z Wami moją skromną refleksją na temat wspomniany w tytule posta.
Mianowicie - z okazji trzecich urodzin swojego bloga Sawatka, we współpracy z Pracownią Pocztówek, zorganizowała bardzo intrygujący konkurs. Zadanie, na pierwszy rzut oka, wydawało się być wręcz banalne - zaobserwować, wrzucić baner do siebie i odpowiedzieć w komentarzu na jedno pytanie. Czy warto jeszcze wysyłać tradycyjne pocztówki? Późnym wieczorem postanowiłam zaryzykować i naskrobać coś, żeby, jak to się mówi, spróbować szczęścia. :)
Po kilku dniach wyniki zostały ogłoszone i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu - zostałam jedną z laureatek konkursu! Co dodatkowo mnie ucieszyło - werdykt spotkał się z aprobatą innych uczestników, zatem z tego miejsca dziękuję za miłe słowa. :)
Bardzo dziękuję Sawatce i Pracowni Pocztówek! Chcę też pogratulować pozostałym dziewczynom, bo każda z Waszych wypowiedzi jest naprawdę wyjątkowa.
Dziś postanowiłam pokazać Wam moją odpowiedź i zapytać, tylko szczerze!, co Wy sądzicie na temat wysyłania tradycyjnej poczty zamiast emaili, smsów i tych wszystkich innych elektronicznych wiadomości.
Po kilku dniach wyniki zostały ogłoszone i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu - zostałam jedną z laureatek konkursu! Co dodatkowo mnie ucieszyło - werdykt spotkał się z aprobatą innych uczestników, zatem z tego miejsca dziękuję za miłe słowa. :)
Bardzo dziękuję Sawatce i Pracowni Pocztówek! Chcę też pogratulować pozostałym dziewczynom, bo każda z Waszych wypowiedzi jest naprawdę wyjątkowa.
Dziś postanowiłam pokazać Wam moją odpowiedź i zapytać, tylko szczerze!, co Wy sądzicie na temat wysyłania tradycyjnej poczty zamiast emaili, smsów i tych wszystkich innych elektronicznych wiadomości.
Jestem bardzo ciekawa Waszych głosów! :)
Moja odpowiedź wygląda tak:
Czy warto wysyłać tradycyjne pocztówki? Otóż... zresztą, poczytajcie, a odpowiedź nadejdzie sama...
Obudziła się w pustym domu. Za oknami prószył śnieg. Mała wioska na głębokiej Syberii od trzech miesięcy stała pod grubą warstwą białego puchu. Do domu sąsiada trzeba było wędrować 30 minut. Kalendarz pokazywał 15 dzień stycznia. Obliczyła szybko w myślach, że to już czwarty z kolei 15 dzień stycznia, od kiedy jej ukochany mąż i przyjaciel w jednym zasnął na wieczność. W domu panowała drażniąca uszy cisza. Wciągnęła na stopy wełniane skarpety i podreptała do kuchni dołożyć drewna do pieca. Żar jeszcze się trzymał. W garnuszku na piecu zagrzała mleko i usiadła przy stole, opierając podbródek na nadgarstku. Smutny wzrok utkwiła w zaspie śniegu, leżącej przy płocie podwórza jej domu. Miarowe tykanie zegara odmierzało wypełniony pustką czas. Mleko wystygło, ogień wygasł, a na głowie przybyło kolejnych kilka siwych włosów. Zastygła w swoim smutku i samotności, która od lat była jej jedyną przyjaciółką...
Pukanie do drzwi otrząsnęło ją z zadumy. Poderwała się na równe nogi i odruchowo odgarnęła kosmyk włosów, który przykleił się do jej policzka. "Kogo licho niesie?" - wymamrotała pod nosem, wędrując do drzwi. Nie spodziewała się żadnych gości, rodziny nie miała, nawet pies uciekł latem w nieznaną stronę i nigdy nie wrócił. Przekręciła klucz w zamku i uchyliła potężne drewniane drzwi. Uśmiechnięty człowiek w puchowej kurtce wyciągał w jej stronę dłoń i coś jej wręczał.
- Dzień dobry, listonosz, poczta dla Pani - mężczyzna wręczył jej wygiętą tekturkę i poprawiając szalik, ruszył w dalszą drogę.
- Poczta? Jaka poczta? - mruknęła, zamykając za sobą drzwi i zerkając na kartkę, którą otrzymała.
Serce zabiło mocniej, w głowie lekko zaszumiało...
Kochana - pisał - tak mi tu smutno bez Ciebie. Uśmiechu brakuje i dłoni ciepłej Twojej. Żebyś zupę ugotowała, po kuchni się krzątał w zasięgu wzroku mego, jak tak, wiesz, gazetę czytam wieczorem. Tęskno do Ciebie. Ale wracam, już niedługo wracam... Całuję Cię.
W głowie wir, serce łopocze jakby wyfrunąć miało z piersi, tchu brak... Zimne palce otarły gorące łzy. Lawina wspomnień, lekki uśmiech w kąciku warg i ciepło - błogie, słodkie ciepło rozlewające się po całym jej wnętrzu. Nieważne, że ta pocztówka z drugiego końca Rosji szła aż tyle lat, ważne, że dotarła i dała jej to uczucie. Uczucie, które zamarzło. A które teraz ta mała karteczka rozmroziła i tchnęła życiem.
Obudziła się w pustym domu. Za oknami prószył śnieg. Mała wioska na głębokiej Syberii od trzech miesięcy stała pod grubą warstwą białego puchu. Do domu sąsiada trzeba było wędrować 30 minut. Kalendarz pokazywał 15 dzień stycznia. Obliczyła szybko w myślach, że to już czwarty z kolei 15 dzień stycznia, od kiedy jej ukochany mąż i przyjaciel w jednym zasnął na wieczność. W domu panowała drażniąca uszy cisza. Wciągnęła na stopy wełniane skarpety i podreptała do kuchni dołożyć drewna do pieca. Żar jeszcze się trzymał. W garnuszku na piecu zagrzała mleko i usiadła przy stole, opierając podbródek na nadgarstku. Smutny wzrok utkwiła w zaspie śniegu, leżącej przy płocie podwórza jej domu. Miarowe tykanie zegara odmierzało wypełniony pustką czas. Mleko wystygło, ogień wygasł, a na głowie przybyło kolejnych kilka siwych włosów. Zastygła w swoim smutku i samotności, która od lat była jej jedyną przyjaciółką...
Pukanie do drzwi otrząsnęło ją z zadumy. Poderwała się na równe nogi i odruchowo odgarnęła kosmyk włosów, który przykleił się do jej policzka. "Kogo licho niesie?" - wymamrotała pod nosem, wędrując do drzwi. Nie spodziewała się żadnych gości, rodziny nie miała, nawet pies uciekł latem w nieznaną stronę i nigdy nie wrócił. Przekręciła klucz w zamku i uchyliła potężne drewniane drzwi. Uśmiechnięty człowiek w puchowej kurtce wyciągał w jej stronę dłoń i coś jej wręczał.
- Dzień dobry, listonosz, poczta dla Pani - mężczyzna wręczył jej wygiętą tekturkę i poprawiając szalik, ruszył w dalszą drogę.
- Poczta? Jaka poczta? - mruknęła, zamykając za sobą drzwi i zerkając na kartkę, którą otrzymała.
Serce zabiło mocniej, w głowie lekko zaszumiało...
Kochana - pisał - tak mi tu smutno bez Ciebie. Uśmiechu brakuje i dłoni ciepłej Twojej. Żebyś zupę ugotowała, po kuchni się krzątał w zasięgu wzroku mego, jak tak, wiesz, gazetę czytam wieczorem. Tęskno do Ciebie. Ale wracam, już niedługo wracam... Całuję Cię.
W głowie wir, serce łopocze jakby wyfrunąć miało z piersi, tchu brak... Zimne palce otarły gorące łzy. Lawina wspomnień, lekki uśmiech w kąciku warg i ciepło - błogie, słodkie ciepło rozlewające się po całym jej wnętrzu. Nieważne, że ta pocztówka z drugiego końca Rosji szła aż tyle lat, ważne, że dotarła i dała jej to uczucie. Uczucie, które zamarzło. A które teraz ta mała karteczka rozmroziła i tchnęła życiem.


















